Luka w finansowaniu oświaty rośnie. Twoja gmina dokłada coraz więcej z własnych środków?
40 miliardów złotych – tyle wynosi ogólnopolska luka w finansowaniu oświaty według stanu na 2025 rok. A depopulacja sprawia, że problem będzie się tylko pogłębiać.
Zachęcamy do obejrzenia krótkiego wywiadu z Mariuszem Gołaszewskim, Prezesem Aesco Group dla pisma Samorządu Terytorialnego Wspólnota, w którym w szczegółowy sposób mówi o finansach i kosztach oświaty oraz możliwych rozwiązaniach.
REDAKTOR: Dzień dobry Państwu, naszym gościem jest Pan Mariusz Gołaszewski, prezes firmy AESCO. Dzień dobry Panie Prezesie.
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Dzień dobry Panie Redaktorze.
REDAKTOR: 40 miliardów złotych, tyle wynosi luka w finansowaniu oświaty. To jest jedna z największych bolączek samorządu w Polsce, nasilająca się upływem lat. I tak naprawdę, patrząc z perspektywy samorządu, teoretycznie nie ma pomysłu co z tym zrobić, oprócz tego, że samorządy dokładają do tego z własnych środków. I teraz pytanie do Pana, co może zrobić typowy samorząd gminny, który prowadzi kilka szkół podstawowych. Czy może czekać na łaskawość rządu, że może wreszcie z kolejnym rokiem tych pieniędzy trochę przybędzie? Czy jednak są jakieś możliwości, aby on oszczędności w tym zakresie poszukał u siebie? Jak to wygląda z Pana perspektywy?
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Można powiedzieć, że łaskawość rządu to już nastąpiła wraz z nową ustawą dochodową. Samorządy dostały trochę więcej pieniędzy i rzeczywiście przeznaczają to na oświatę znowu, a nie na przykład na inwestycje. Ale absolutnie jest bardzo dużo rzeczy, które samorząd może i powinien zrobić. Bo pamiętajmy, że dofinansowanie oświaty, niedofinansowanie, ta luka to jest jedno zagadnienie, ale ona się będzie pogłębiać ze względu na depopulację. System jest zwymiarowany na oddział klasy 20-25 osób. Jak mamy mniej uczniów, a będziemy mieli mniej uczniów w oddziałach ze względu na depopulację, to generalnie ta luka będzie się pogłębiać.
REDAKTOR: Prezes Związku Gmin Wiejskich dzisiaj powiedział, że są klasy, do których zapisywanych jest pięciu, siedmiu uczniów i teraz pytanie właśnie…
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Dokładnie, więc jakby ten system nie ma prawa się spiąć przy takich parametrach. I co więcej, patrząc na budżet centralny, tych pieniędzy nie bardzo jest skąd wziąć, bo idą chociażby na obronność. Chociaż z roku na rok rząd dorzucił bodajże 12 miliardów na tą oświatę, ale to… 10% oczywiście trochę pomoże, ale nie rozwiąże problemu. Generalnie gro rozwiązań leży po stronie samorządów i samorządy muszą się tym zająć.
REDAKTOR: Co konkretnie mogą zrobić?
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Są dwie ścieżki. Jedna trudna, druga też trudna. Pierwsza to coś, co samorządy wiedzą, racjonalizacja sieci tak zwana, czytaj mówiąc po ludzku, zamykanie małych szkół. Są szkoły, gdzie chodzi 40-50 dzieci – takie szkoły nie mają prawa się utrzymać. Podam bardzo proste dane. Otwarcie jednego oddziału to jest 200 tysięcy rocznie. Jeżeli chodzi tam 5 uczniów, to mniej więcej licząc po 10 tysięcy na ucznia, to jest 50 tysięcy subwencji na tych uczniów; kosztu 200 tysięcy. Jeden taki oddział generuje co roku 150 tysięcy deficytu. Jak są takie małe klasy, to nie ma prawa się nigdy zbilansować, więc szkoły trzeba zamykać, przenosić uczniów. Znowu, patrzymy na samorządy, które najmniej dokładają. To są zazwyczaj sytuacje, gdzie są bardzo duże jednostki. Ja mówię o mniejszych samorządach, nie mówię o wielkich miastach w tym momencie, gdzie są bardzo duże szkoły, typu 250-300 uczniów chociaż. Tam jest jakaś szansa zbilansowania albo bardzo niedużego dokładania. A druga droga, czasem jedyna możliwa, to jest racjonalizowanie wydatków w ramach istniejącej sieci, jeżeli tej sieci nie można pomniejszyć. Tu mam na myśli to, że w wielu miejscach jest, zwyczajnie mówiąc, nadzatrudnienie nauczycieli. I znowu możemy mieć wrażenia z wielkich miast, gdzie tych nauczycieli brakuje. Ale w gminach, gdzieś w terenie, tych nauczycieli jest za dużo i przez to samorządy dużo wydają pieniędzy. Nauczyciele uczą bardzo małą ilość uczniów per nauczyciel. No i znowu, biorąc pod uwagę oczywiście kartę nauczyciela i minimalne zarobki chociażby tych nauczycieli, jednorazowe dodatki uzupełniające, które należy wypłacać nauczycielom, te pieniądze tylko rosną. Więc nasz pomysł to jest racjonalizowanie, pilnowanie, nadzór nad kosztami.
REDAKTOR: Czy te dwie ścieżki można połączyć, czy samorząd musi podjąć decyzję, którą z nich wybiera, jak to wygląda w praktyce?
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: No właśnie, jeżeli mamy dwie takie klasy, no to teoretycznie można je połączyć. Lepiej to zrobić na początku roku, na początku systemu kształcenia w pierwszych klasach, mówiąc wprost. My propagujemy, żeby wprowadzić określone zasady uruchamiania klas, żeby nie uruchamiać klasy dla pięciorga dzieci, dla sześciorga dzieci, tylko próbować te klasy łączyć. Są też możliwości łączenia na różnych przedmiotach, na WF-ie, na językach. Jakoś optymalizować ilość zatrudnienia tych nauczycieli. Kolejny element, który jest bardzo kosztotwórczy, to są orzeczenia, które mają dzieci o potrzebie kształcenia specjalnego. I sposób jakby zaadresowania tych orzeczeń może być albo bardzo kosztochłonny, albo w miarę zracjonalizowany. I też pokazujemy, jak racjonalnie dbać o potrzeby takich dzieci. W ramach też pieniędzy, które państwo daje na opiekę nad tego typu dziećmi.
REDAKTOR: Ja zadam takie przewrotne pytanie. Każdy samorząd, każdy urząd gminy posiada wydział oświaty. I tam zazwyczaj wysoko wykwalifikowanych specjalistów zajmujących się oświatą, którzy powinni to wszystko, co Pan mówi, wiedzieć i wdrażać. Ale z jakichś powodów tego nie robią. I teraz jaką tutaj ofertę dla samorządów przygotowało AESCO? Co takiego macie Wy, co wy możecie zaproponować, czego nie zrobią wydziały oświaty funkcjonujące w tych dotychczasowych strukturach?
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: My mamy coś, co ja nazywam takim powiedzeniem, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Bardzo często jest tak, że ci ludzie, właśnie ci naczelnicy wydziałów oświaty próbują wprowadzić zmiany. Ale bardzo trudno jest wprowadzić zmiany od wewnątrz. Jest za dużo grup interesów, chociażby dyrektorzy szkół, którzy często mają dobre relacje, chociażby z organem założycielskim, czytaj z wójtem. Wójt nie ma za bardzo narzędzi, żeby się, powiedzmy, dyskutować, czy powstrzymywać te wzrosty kosztów. I bardzo trudno z wewnątrz przeprowadzić taką zmianę. Jeżeli ktoś przychodzi z zewnątrz i na papierze wylicza, ile kosztuje każde rozwiązanie, jak to można zrobić inaczej, czytaj oszczędniej i podsumowuje te oszczędności, to raptem widzimy, że dane rozwiązanie można zrobić 200 tysięcy taniej, jakieś na przykład nauczyć daną klasę, 200 tysięcy taniej. I to już jest decyzja, że ja nie robię tego taniej. Ja wiem, że więcej 200 tysięcy wydaję i decyduję się, żeby nie zrobić tego taniej, bo też mogę, bo przecież mogę mieć pieniądze i mogę mieć decyzję, żeby to zrobić drożej. My podajemy koszt każdego rozwiązania, każdego ruchu w zakresie arkuszy organizacyjnych. Tego kosztu normalnie w arkuszach nie ma. Ciężko to przeliczyć nawet osobom kompetentnym, a też bardzo trudno taką osobę kompetentną gdzieś w mniejszych gminach, w średnich gminach, w całej Polsce znaleźć. Niestety takich osób dużo nie ma. Mamy cały zespół ekspertów oświatowych, którzy zjedli zęby, mówiąc przysłowiowo, na tego typu zagadnieniach. Na bieżąco są kształceni we wszystkich zmianach prawnych. Są praktykami, widzą jak to się robi, takie dobre praktyki w samorządach, które mało dopłacają do oświaty. I tego typu rozwiązania sprawdzone praktycznie proponujemy w innych miejscach po to, żeby samorządy mogły wydawać na tę oświatę trochę mniej.
REDAKTOR: No i jak wygląda z Waszych obserwacji? Oczywiście bez podawania nazw konkretnych samorządów. Czy samorządy, które zaczynają wdrażać Wasze pomysły, Wasze wskazówki, czy faktycznie widzą potem fizyczne oszczędności?
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Absolutnie tak. Średnio wyliczamy, że z samego nadzoru nad procesem, wprowadzenia kilku rozwiązań takich oszczędnościowych, da się obniżyć wydatki bieżące na oświatę między 12 a 15% rocznie. To są miliony. W wielu samorządach to są miliony, których brakuje na inwestycje, na inne wydatki bieżące. Więc ten proces oczywiście nie zachodzi w trzy miesiące. To jest proces zmiany, który czasem trwa rok, czasem dwa. Dlatego też z samorządami jesteśmy, żeby pomagać im wprowadzać tą zmianę. Natomiast zdecydowanie warto. Dlatego, że za chwilę, za kilka lat te koszty będą lawinowo rosnąć ze względu na dodatkowo depopulację. Mamy zdecydowanie w kolejnych rocznikach mniej uczniów. I trzeba coś zrobić, żeby nawet powstrzymać wzrost tych kosztów. To już trzeba bardzo mocno działać.
REDAKTOR: Dla samorządów chyba jest też również bardzo wygodne to, że przychodzą eksperci zewnętrzni i potem, w rozmowach z rodzicami, ze środowiskiem pedagogicznym można powiedzieć, przepraszamy bardzo, to nie my. To firma zewnętrzna, ekspercka zaproponowała pewne rozwiązania.
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Absolutnie. Dlatego mówię, że z zewnątrz ten proces zmiany łatwiej przeprowadzić, bo jest na kogo zwalić, na kogo pokazać palcem. My nie mamy problemu z tym, że pokazują na nas. My umiemy się obronić argumentami, przepisami prawnymi i dobrą praktyką. I też wielokrotnie w dyskusjach, z dyrektorami zwłaszcza, udowadniamy, że można pewne rzeczy robić inaczej. Równie dobrze. Bo też często pada taki argument, jak ja będę mniej wydawał na oświatę, to dzieci będą się mniej uczyć. Nie ma takiej zależności. Nie ma zależności pomiędzy ilością wydanych pieniędzy na oświatę, a wynikami chociażby egzaminu ośmioklasisty, bo to badamy. Związek jest największy w tym, im bardziej liczne są klasy, lepsi nauczyciele, co zazwyczaj jest w większych szkołach, tam dzieci osiągają lepsze wyniki w nauce. Chociażby dlatego, że można stworzyć grupę rówieśniczą, dzieci konkurują między sobą, uruchamiają się pewne procesy grupowe. Łatwiej przyciągnąć dobrych nauczycieli do takich większych szkół. I tam są lepsze wyniki w nauce, a nie tam, gdzie jest największy deficyt związany z wydatkami na oświatę.
REDAKTOR: Czyli na końcu możemy zaprosić samorządowców, wójtów, burmistrzów, jak również naczelników wydziałów oświaty do kontaktu z Państwem.
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Zachęcam, wyślemy Państwu bezpłatną analizę, jak Państwa koszty przedstawiają się na tle podobnych gmin. Żebyście zobaczyli, czy wydajecie dużo, czy mało. Jeżeli wydajecie dużo i chcecie wydawać mniej, zapraszamy do rozmowy o tym, jak można ten wzrost powstrzymać.
REDAKTOR: Dziękuję Panie Prezesie. Naszym gościem był Pan Mariusz Gołaszewski, Prezes Zarządu firmy Aesco Group. Dziękuję raz jeszcze.
MARIUSZ GOŁASZEWSKI: Dziękuję.
Chcesz dowiedzieć się więcej?
Sprawdź naszą ofertę: Audyt oświaty – kompleksowa analiza i rekomendacje oszczędnościowe dla Twojego samorządu.
Czy możesz czekać na łaskawość rządu?
Możesz. Ale nawet jeśli subwencja rośnie o 10-12 miliardów rocznie, to nie rozwiązuje problemu.
Bo problem nie tkwi tylko w kwocie subwencji.
Problem tkwi w depopulacji.
System oświaty jest zwymiarowany na oddziały 20-25 uczniów.
Dziś w wielu klasach zapisanych jest 5-7 uczniów.
Jeden oddział to koszt 200 000 zł rocznie.
Subwencja na 5 uczniów? Około 50 000 zł.
Deficyt: 150 000 zł rocznie. Na jednym oddziale.
Przy takich parametrach system nie ma prawa się spiąć.
Są dwie ścieżki. Obie trudne. Ale możliwe.
Ścieżka 1: Racjonalizacja sieci
Zamykanie małych szkół i przenoszenie uczniów do większych placówek.
✓ Szkoły z 40-50 uczniami nie mają szans na zbilansowanie.
✓ Największe oszczędności dają duże jednostki (250-300+ uczniów).
✓ Lepsze wyniki w nauce – większa grupa rówieśnicza, lepsza konkurencja, lepsi nauczyciele.
Ścieżka 2: Racjonalizacja wydatków w istniejącej sieci
Jeśli nie możesz zamknąć szkół – optymalizuj to, co masz.
✓ W wielu gminach jest nadzatrudnienie nauczycieli.
✓ Nauczyciele uczą zbyt małą liczbę uczniów per nauczyciel.
✓ Orzeczenia dla dzieci ze specjalnymi potrzebami można obsługiwać racjonalnie i taniej.
✓ Klasy można łączyć – na początku roku, na WF-ie, na językach.
„Ale przecież mamy wydział oświaty. Oni powinni to wiedzieć!”
Wiedzą. Problem w tym, że zmianę z wewnątrz jest bardzo trudno przeprowadzić.
- Za dużo grup interesów (dyrektorzy, nauczyciele, rodzice).
- Dyrektorzy mają dobre relacje z wójtem.
- Brak narzędzi do powstrzymania wzrostu kosztów.
Potrzebujesz zewnętrznego spojrzenia. Kogoś, kto:
- Na papierze wyliczy koszt każdego rozwiązania.
- Pokaże, ile konkretnie można oszczędzić na każdej decyzji.
- Da argumenty, przepisy prawne i dobre praktyki.
- Pomoże obronić zmiany przed środowiskiem.
Wtedy już nie wydajesz 200 000 zł „bo tak wyszło”.
Podejmujesz świadomą decyzję: oszczędzam albo świadomie płacę więcej.
Bezpłatna analiza kosztów oświaty – sprawdźmy, ile można zaoszczędzić w Twojej JST!
-
Przygotujemy bezpłatną analizę porównawczą.
Sprawdzimy, jak koszty oświaty w Państwa JST wyglądają na tle podobnych gmin?Zobaczycie Państwo w liczbach:
- czy wydajecie dużo, czy mało,
- gdzie są największe „dziury” w budżecie,
- jaki potencjał oszczędnościowy jest w danej JST.
Bez zobowiązań. Bez ukrytych kosztów. Tylko twarde dane.
Co konkretnie analizujemy?
✓ Subwencję oświatową – czy wykorzystujesz pełen potencjał?
✓ Arkusze organizacyjne – ile każde rozwiązanie faktycznie kosztuje?
✓ Etatyzację – czy jest nadzatrudnienie nauczycieli?
✓ Zasady uruchamiania klas – czy da się łączyć oddziały?
✓ Orzeczenia – czy sposób ich realizacji jest racjonalny?
✓ Zatrudnienie obsługi – czy struktura jest optymalna?
✓ Rekrutację spoza obwodu – czy się opłaca?
Dlaczego warto działać teraz?
- Depopulacja będzie postępować – za kilka lat koszy wzrosną lawinowo.
- Każdy rok zwłoki to stracone miliony – miliony, których brakuje na inwestycje.
- Kolejne roczniki mają coraz mniej uczniów – żeby choć powstrzymać wzrost kosztów, trzeba działać już dziś.
„Za kilka lat te koszty będą lawinowo rosnąć ze względu na depopulację.
Mamy zdecydowanie w kolejnych rocznikach mniej uczniów.
Trzeba coś zrobić, żeby nawet powstrzymać wzrost tych kosztów.”
– Mariusz Gołaszewski, Prezes AESCO
Dla kogo
-
Wójt, burmistrz, prezydent, starosta
Potrzebne są narzędzia do zarządzania wydatkami – nie warto dłużej czekać. -
Skarbnik JST
Zbilansowanie budżetu stało się niemożliwe – oświata zjada coraz więcej środków. -
Kierownik/naczelnik wydziału oświaty
Wiemy, co trzeba zmienić, ale trudno przeprowadzić to od wewnątrz. -
Radni gminy
Warto wiedzieć, gdzie gmina może realnie oszczędzić – z danymi, a nie domysłami.



